środa, 12 stycznia 2011

das Monikafieber

Das Monikafieber, niem. gorączka Moniki, gorączka monikująca. Gorączka, na którą zapadają Moniki lub stworzenia im podobne. Zob.też: Geistfieber.

Kiedy popada się w Monikafieber, łatwo można zapaść na gorączkę ducha. Za dużo czasu spędza się samemu w łóżku, kaszel nieudolnie próbuje przerwać gonitwę słów, przez głowę przebiegają nieuczesane myśli, czasem wpadnie ktoś z różą (ale i tak gorączka pozostaje).
Człowieka dopada pascalowska nuda! Wierci i kręci się w tym łóżku, przewraca z boku na bok, włącza kolejny odcinek serialu, a myśli i tak płyną swoim torem. Kiedy zamknie się oczy, odczuwa się dziwny niepokój, coś dręczy i męczy od środka, pozwala zasnąć jedynie urywanym snem.
Monikafieber różnie w literaturze była nazywana. Z przyczyn oczywistych preferujemy terminologię Kierkegaarda, np. "przez szczelinę ucieka duch". Zjawisko po wielokroć opisywane i przeżywane.
Idzie się do lekarza i szczelina ma zostać zalepiona. Ale jak wiadomo: jedna róża gorączki nie usunie!(Zawsze to jednak jakiś plaster.)
Zaleca się więc nie chorować na Monikafieber, skutki mogą być nieoczekiwane. Jeśli się już zachorowało, zawsze można popaść w lekką odmianę obłędu, lekkie szaleństwo zapewne złagodzi skutki gorączki.
Poza tym zaleca się pić wodę z miodem, kiedy gorączka fizyczna się uspokaja, do zwalczenia pozostaje jedynie gorączka ducha.
Po co ta Geistfieber? Ku przebudzeniu!
"Nie rozbudzajcie (...) póki nie zechce sama."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz