poniedziałek, 21 marca 2011

Dlaczego można bać się zaparzać herbatę.

Czy zdał ktoś sobie kiedyś sprawę tego, że w każdym momencie, kiedy dokonujemy postanowienia etycznego (że tak wspomnę Arystotelesa a co!) tudzież podejmujemy decyzję, dajemy świadectwo swojej hierarchii wartości? Decyzja jest zawsze wyborem czegoś, a wybór jednego pociąga za sobą odrzucenie czegoś innego (choćby chwilowe ale jednak odrzucenie). Jeśli jesteśmy racjonalni, wybieramy to, co uważamy za lepsze. Ergo: za każdym razem zdajemy sprawę z naszych sądów aksjologicznych. 

Jakby tak spojrzeć na te nasze wybory sub specie aeternitatis, to można by wykreślić zasadniczy kierunek, w jakim toczyło się do tej pory nasze życie. I być może- jak się będzie toczyć. 

Wydaje mi się, że takie postawienie sprawy rzuca inne światło na to, co ze swoim życiem robimy. To znaczy: możemy łatwo zaobserwować, jak sami wytyczamy sobie swoją przyszłą ścieżkę. Patrząc na to, co dotychczas wybieraliśmy, możemy się o sobie wiele dowiedzieć. (Swoją drogą, nie wiem, czy chcę wiedzieć, co to mówi o mnie, jeśli wybierałam oglądanie serialu zamiast zgłębiania Etyki Nikomachejskiej :D ) 
Pytanie za sto punktów: czy zatem istnieją w ogóle neutralne czyny? Z jednej strony lekkim absurdem jest przypisywanie zaparzaniu herbaty wartości aksjologicznej; z drugiej- może jednak nie jest? (no dobra, na zdrowy rozsądek to jednak jest absurd) Może jednak nie jest, bo: wprawdzie chodzi o ogólne ukierunkowanie swego życia, ale przecież owo ukierunkowanie realizuje się w pojedynczych czynach, które to czyny również wytyczają ogólny kierunek życia (takie małe błędne koło, ale jednak pozornie błędne).

Masz Ci los! Od dziś będę się bać nawet zaparzyć herbatę. Nie mówiąc już o tak bardzo etycznym i wielkiej wagi czynie jak przygotowywanie kawy!

poniedziałek, 14 marca 2011

Moc woli

Kiedy czyta się Nietzschego "Tako rzecze Zaratustra", to fakt- zwykle stawia się na miejscu tego lepszego człowieka, tego, który ma siłę, wolę, jest niezależny, potrafi robić dobry użytek z wolności. Jak wiadomo, Nietzsche poddawał krytyce życie tzw. małych ludzi, "umiarkowanych", nijakich; takich, którzy o wolności mówią, o nią się dopominają, ale wcale nie umieją się z nią odpowiednio obchodzić. Są zbyt słabi na to, żeby wziąć życie w swoje ręce (więc dobrze, ze tego nie robią; lepiej, żeby ktoś inny, mądrzejszy, ich poprowadził).

Człowiek czyta sobie tę nietzcheańską krytykę ludzi fałszywych, słabych, i czuje się lepiej, że on to przecież taki silny jest, że potrafi decydować, potrafi brać na siebie konsekwencje własnych czynów z całą tego świadomością. A potem zaczyna się w siebie wmyślać i wychodzi mu, że przecież tu nie zadecydował, tam nie zadecydował, gdzie indziej "tak po prostu wyszło". Co z tą jego mocą woli jest nie tak? Dlaczego przenosi swoją wolę na kogoś innego?

Zastanawia mnie jak wiele w ludzkim życiu jest sfer, w których włada nasza wola, a nie czyjaś inna- w miejsce naszej. Gdzie decyzje są podejmowane świadomie, za sprawą etycznego postanowienia. Gdzie możemy stwierdzić: "tak, to ja to uczyniłem i godzę się na wszelkie skutki tej decyzji".

Człowiek za młodu nasiąka wszelkimi powinnościami, nakazami, zakazami, i w końcu już nie wie, co jego, a co niczyje... W obliczu tego idealnie byłoby dokonać czy to kierkegaardiańskiego prawyboru, czy heideggerowskiego zadecydowania, i powiedzieć: dosyć już, od tej chwili to ja będę decydował. Jeśli się tego nie zrobi, to o czym to świadczy? O słabej woli, o tchórzostwie, czy może rzecz jest bardziej skomplikowana i niemożność podjęcia tego typu wyzwania kryje się w samej strukturze człowieczeństwa?

Pewnie raczej o tchórzostwie.
Ale kto to wie...?