Czy zdał ktoś sobie kiedyś sprawę tego, że w każdym momencie, kiedy dokonujemy postanowienia etycznego (że tak wspomnę Arystotelesa a co!) tudzież podejmujemy decyzję, dajemy świadectwo swojej hierarchii wartości? Decyzja jest zawsze wyborem czegoś, a wybór jednego pociąga za sobą odrzucenie czegoś innego (choćby chwilowe ale jednak odrzucenie). Jeśli jesteśmy racjonalni, wybieramy to, co uważamy za lepsze. Ergo: za każdym razem zdajemy sprawę z naszych sądów aksjologicznych.
Jakby tak spojrzeć na te nasze wybory sub specie aeternitatis, to można by wykreślić zasadniczy kierunek, w jakim toczyło się do tej pory nasze życie. I być może- jak się będzie toczyć.
Wydaje mi się, że takie postawienie sprawy rzuca inne światło na to, co ze swoim życiem robimy. To znaczy: możemy łatwo zaobserwować, jak sami wytyczamy sobie swoją przyszłą ścieżkę. Patrząc na to, co dotychczas wybieraliśmy, możemy się o sobie wiele dowiedzieć. (Swoją drogą, nie wiem, czy chcę wiedzieć, co to mówi o mnie, jeśli wybierałam oglądanie serialu zamiast zgłębiania Etyki Nikomachejskiej :D )
Pytanie za sto punktów: czy zatem istnieją w ogóle neutralne czyny? Z jednej strony lekkim absurdem jest przypisywanie zaparzaniu herbaty wartości aksjologicznej; z drugiej- może jednak nie jest? (no dobra, na zdrowy rozsądek to jednak jest absurd) Może jednak nie jest, bo: wprawdzie chodzi o ogólne ukierunkowanie swego życia, ale przecież owo ukierunkowanie realizuje się w pojedynczych czynach, które to czyny również wytyczają ogólny kierunek życia (takie małe błędne koło, ale jednak pozornie błędne).
Masz Ci los! Od dziś będę się bać nawet zaparzyć herbatę. Nie mówiąc już o tak bardzo etycznym i wielkiej wagi czynie jak przygotowywanie kawy!
