poniedziałek, 21 marca 2011

Dlaczego można bać się zaparzać herbatę.

Czy zdał ktoś sobie kiedyś sprawę tego, że w każdym momencie, kiedy dokonujemy postanowienia etycznego (że tak wspomnę Arystotelesa a co!) tudzież podejmujemy decyzję, dajemy świadectwo swojej hierarchii wartości? Decyzja jest zawsze wyborem czegoś, a wybór jednego pociąga za sobą odrzucenie czegoś innego (choćby chwilowe ale jednak odrzucenie). Jeśli jesteśmy racjonalni, wybieramy to, co uważamy za lepsze. Ergo: za każdym razem zdajemy sprawę z naszych sądów aksjologicznych. 

Jakby tak spojrzeć na te nasze wybory sub specie aeternitatis, to można by wykreślić zasadniczy kierunek, w jakim toczyło się do tej pory nasze życie. I być może- jak się będzie toczyć. 

Wydaje mi się, że takie postawienie sprawy rzuca inne światło na to, co ze swoim życiem robimy. To znaczy: możemy łatwo zaobserwować, jak sami wytyczamy sobie swoją przyszłą ścieżkę. Patrząc na to, co dotychczas wybieraliśmy, możemy się o sobie wiele dowiedzieć. (Swoją drogą, nie wiem, czy chcę wiedzieć, co to mówi o mnie, jeśli wybierałam oglądanie serialu zamiast zgłębiania Etyki Nikomachejskiej :D ) 
Pytanie za sto punktów: czy zatem istnieją w ogóle neutralne czyny? Z jednej strony lekkim absurdem jest przypisywanie zaparzaniu herbaty wartości aksjologicznej; z drugiej- może jednak nie jest? (no dobra, na zdrowy rozsądek to jednak jest absurd) Może jednak nie jest, bo: wprawdzie chodzi o ogólne ukierunkowanie swego życia, ale przecież owo ukierunkowanie realizuje się w pojedynczych czynach, które to czyny również wytyczają ogólny kierunek życia (takie małe błędne koło, ale jednak pozornie błędne).

Masz Ci los! Od dziś będę się bać nawet zaparzyć herbatę. Nie mówiąc już o tak bardzo etycznym i wielkiej wagi czynie jak przygotowywanie kawy!

6 komentarzy:

  1. Czyny są neutralne w sensie, że nie mają jakichś widocznych albo znaczących (nawet niewiele) konsekwencji? Może niektóre aktywności gubią się w ogromie tego, co robimy, sieci pajęczych nici powiązań naszych działań z czynami innych, nie są takie ważne jak inne. W ten sposób herbata nie jest tak ważna jak wybór 'pójść na zajęcia czy zostać w domu', ale też herbata herbacie nie równa :).

    Podoba mi się, stwierdzenie, że nasze wybory pokazują, jacy naprawdę jesteśmy (actions speak louder than words), oraz to, że wybór czegoś jednego pociąga za sobą rezygnację z miliona innych rzeczy. To trudne, ale dzięki temu człowiek ma słabe wrażenie, że jego wola się liczy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie, nie sprecyzowałam: chodziło mi o neutralność aksjologiczną, tj. czy wszystkie nasze czyny można podzielić na "dobre" i "złe", czy są wśród nich jeszcze czyny ani takie, ani takie, czyli obojętne. W tej klasyfikacji nie ma znaczenia, czy gubią się wśród innych, czy nie; samo to, że się wydarzyły, daje podstawę do zakwalifikowania do jakiejś kategorii.
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale co decyduje o tym, czy coś jest dobre, czy złe? Trochę przypomina mi to niemożliwie skomplikowaną definicję z matematyki, która owszem, istnieje, pięknie działa, da się udowodnić jej słuszność, ale nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dobra i zła też nie ma, ewentualnie istnieją z jakimś przybliżeniem. W związku z tym nie ma czegoś pośredniego, bo granice dobra i zła się nachodzą. Coś, co jest neutralne należy też do któregoś zbioru.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdybym znała odpowiedź na Twoje pytanie z początku komentarza, byłabym już pewnie świętą:D Oraz posiadała kompletną teorię etyczną:D
    Mimo wszystko twierdzę, że da się zaklasyfikować odpowiednio każdy z czynów- jako dobry lub zły. Można definiować relacyjnie, tj. "bycie dobrym ze względu na coś", np.: to, że wypiłam kawę było dobre ze względu na to, że podniosła mi się zdolność koncentracji.
    W tym podziale czynów nie chodzi o to, żeby zbudować jakieś wytyczne, kiedy dany czyn- zupełnie abstrakcyjnie- jest dobry lub zły; relacyjna koncepcja wartości w tym momencie wystarczy. Jeśli tak popatrzeć na sprawę, faktycznie żadne nasze zachowanie nie będzie obojętne aksjologicznie. Ale nie ma to związku z tym, że - jak piszesz- dobro i zło istnieją z jakimś przybliżeniem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już za połową kwietnia, może warto by było coś napisać :)?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakkolwiek na zawołanie nic stworzyć się nie da, zapraszam do tekstu, który ukazał się w czasopiśmie "Patos". :)
    Miło słyszeć, że ktoś czeka na teksty:)

    OdpowiedzUsuń