poniedziałek, 14 marca 2011

Moc woli

Kiedy czyta się Nietzschego "Tako rzecze Zaratustra", to fakt- zwykle stawia się na miejscu tego lepszego człowieka, tego, który ma siłę, wolę, jest niezależny, potrafi robić dobry użytek z wolności. Jak wiadomo, Nietzsche poddawał krytyce życie tzw. małych ludzi, "umiarkowanych", nijakich; takich, którzy o wolności mówią, o nią się dopominają, ale wcale nie umieją się z nią odpowiednio obchodzić. Są zbyt słabi na to, żeby wziąć życie w swoje ręce (więc dobrze, ze tego nie robią; lepiej, żeby ktoś inny, mądrzejszy, ich poprowadził).

Człowiek czyta sobie tę nietzcheańską krytykę ludzi fałszywych, słabych, i czuje się lepiej, że on to przecież taki silny jest, że potrafi decydować, potrafi brać na siebie konsekwencje własnych czynów z całą tego świadomością. A potem zaczyna się w siebie wmyślać i wychodzi mu, że przecież tu nie zadecydował, tam nie zadecydował, gdzie indziej "tak po prostu wyszło". Co z tą jego mocą woli jest nie tak? Dlaczego przenosi swoją wolę na kogoś innego?

Zastanawia mnie jak wiele w ludzkim życiu jest sfer, w których włada nasza wola, a nie czyjaś inna- w miejsce naszej. Gdzie decyzje są podejmowane świadomie, za sprawą etycznego postanowienia. Gdzie możemy stwierdzić: "tak, to ja to uczyniłem i godzę się na wszelkie skutki tej decyzji".

Człowiek za młodu nasiąka wszelkimi powinnościami, nakazami, zakazami, i w końcu już nie wie, co jego, a co niczyje... W obliczu tego idealnie byłoby dokonać czy to kierkegaardiańskiego prawyboru, czy heideggerowskiego zadecydowania, i powiedzieć: dosyć już, od tej chwili to ja będę decydował. Jeśli się tego nie zrobi, to o czym to świadczy? O słabej woli, o tchórzostwie, czy może rzecz jest bardziej skomplikowana i niemożność podjęcia tego typu wyzwania kryje się w samej strukturze człowieczeństwa?

Pewnie raczej o tchórzostwie.
Ale kto to wie...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz